poniedziałek, 26 stycznia 2015

Pędzone hiacynty


Co roku jakieś śmieszne historie z tymi hiacyntami!

Tym świeżym w sklepach nie mogę się oczywiście oprzeć i zawsze coś dokupuję, raz więcej, raz mniej, ale już drugi rok mam też swoje, upędzone ;)

W ubiegłym roku byłam jeszcze nieświadoma tego, że cebulki można samemu pędzić, więc możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, kiedy zupełnie przypadkiem dojrzałam zielone pędy wystające z suchych cebulek leżących w piwnicy.

Teraz już poczytałam o tym trochę i wiem, że to całkiem normalne zjawisko tyle, że moje tegoroczne hiacynty upędziły się same, dosłownie! Nie chowałam ich do papierowych torebek, nie trzymałam 10 tygodni w lodówce, po prostu z ciekawości oczyściłam cebulki i dałam do piwnicy, a potem o nich zapomniałam. Co jakiś czas sobie o nich przypominałam kiedy szłam po coś do piwnicy, ale najśmieszniejsze jest to, że druga partia leżała w garażu. Tamte to już w ogóle wyleciały mi z pamięci, znalazły się przypadkowo podczas sprzątania ;)






No delfin normalnie albo ptasi dziób jakiś ;)




Jakoś mi się język dzisiaj nie klei, bo jesteśmy po krótkiej wizycie w szpitalu i choć to tylko badanie (niestety z diagnozą - "zabieg") to zawsze odchorowuję takie spotkania, bo można się napatrzeć, nasłuchać a potem tylko rozmyślać o tym jak ważne jest ZDROWIE i w jakim chorym kraju żyjemy.

Iza