Urlop, poprawa, lampa i pocieszki :)

piątek, stycznia 25, 2013

Na wstępie muszę koniecznie jeszcze raz, bardzo, ale to bardzo podziękować Dziewczynom, że do mnie zaglądały i przekazały mi tyle ciepłych słów wsparcia!!! Jak już pisałam, chciałam przelać "na papier" i wyrzucić z siebie wszystkie żale, ale nie spodziewałam się, że w zamian otrzymam takie wspaniałe komentarze. To naprawdę bardzo miłe. Mój blog sobie raczkuje, liczba zaglądaczy zatrzymała się w martwym punkcie, w sumie to powiem szczerze, zakładając go nie sądziłam, że ktoś w ogóle zechce do mnie zaglądać! A tymczasem, zatrzymały się u mnie na dłużej wspaniałe, wartościowe Kobiety!!! Swój swojego jednak zawsze znajdzie ;) Dziękuję jeszcze raz!!!

Wyrzucenie z siebie wszystkiego, co mi leżało na duszy pomogło już dużo. Wasze wsparcie pokazało mi, że są jednak osoby o podobnych wartościach i warto postępować według ponadczasowych zasad. Również wsparcie bliskich, zwłaszcza rodziców było dla mnie bardzo ważne! Nie ukrywam, że ostatnio z moim M nie bywało za dobrze, ale teraz już wszystko się "poukładało". Miejmy nadzieję, że wyniesiemy z tego naukę na przyszłość i będzie już tylko lepiej :)

Kończę właśnie mój "feriowy" urlop. Planów miałam miliony, ale niestety obowiązki domowe i zaległości "wizytowe" mnie pochłonęły. Nie żałuję, każdy dzień był w zasadzie inny, więc dziewczynki miały rozrywki mimo, że nigdzie nie wyjechaliśmy.

W poniedziałek były warsztaty z designem w Ikei. Spędziłyśmy tam prawie pół dnia :) Zakupów nie było dużo, bo wiatr nadal w portfelu. Pewnie tak, jak i Wy pierwszy raz w życiu (a trochę lat już mam) widziałam prawie pół-centrymetrową niczym z lukru warstwę lodu na aucie ... ale dałam radę i dotarłyśmy do domu szczęśliwie.

We wtorek cały dzień była u nas Chrześnica męża, Wiki. Ale miałam z Nią przeboje. Dzień wcześniej miałam dzwonić i pytać jaką lubi zupę, ale w końcu nie zadzwoniłam i postawiłam na pomidorową. I tak, stoję sobie od rana przy garach, galaretka z bitą śmietaną, pasta jajeczna, obiadek ... a Wiki mówi "nie lubię". No to klops, pytam a drugie danie, sznycelek i ziemniaczki zjesz? Tak! Uratowana sobie myślę. Godzina 11:15 Wiki mówi ja chcę drugie danie ;) ... Ale dałyśmy radę i jeszcze mnie na koniec pochwaliła, że dobre było!

Środa to był dzień Babciowy ;) Byłyśmy u moich rodziców, ja u swojej kochanej babci Zuzi, przykro mi jak widzę, jak bardzo starowinka z Niej się robi, ale życzę mojej najukochańszej babci 100 lat i tego się trzymam!!! Dziewczynki były też na chwilę na sankach. Były też i łyżwy i zakupy. Uff, drugie danie jedliśmy o 20:00, bardzo zdrowo ;), ale razem i w miłej atmosferze, to najważniejsze :)

Ja to domatorka jestem, więc wczoraj cały dzień w domu, dzisiaj zresztą też, trzeba troszkę pomieszkać. Wczoraj odwiedziła nas też moja psiapsiuła zza rzeki ;)

Same widzicie, nie było jak się zabrać za przepiśniki i prezenty Walentynkowe, bo takie szumne plany miałam. Ale ja to jestem słowna baba, jak powiem to i zrobię, więc będą o czasie :)

To się rozpisałam trochę wiem, ale chcę koniecznie uwieczniać ważne momenty z naszego życia. Przy tej okazji jednak chciałam coś pokazać. Otóż zdjęcie mojej salonowej lampy już widziałyście, ale chciałam troszkę więcej o niej powiedzieć, bo to mój ;) projekt. Może nie jakiś wystrzałowy, ale jednak nie jest to lampa kupiona w sklepie w takiej postaci i ja jestem z niej bardzo zadowolona. Szukałam długo, ale takiej wielkości do nas to 3 tysiące by nie pomogło. Cena dla mnie zaporowa, więc w końcu znalazłam. W leroy była od razu biała, ale pod spodem złota i jakieś 150 zł droższa niż czarna w necie. Nie było wątpliwości, kupiłam czarną, tata pomaział ;) - mąż nie umie "maziać", On wszystko robi za dokładnie, nie nadaje się do shabby ;). Dokupiłam kryształki i tutaj już mąż pomógł, zrobił dziurki i zawiesił kryształki. Teraz są białe w necie i cena też nie jest zła, ale moja i tak jest wyjątkowa!



No i nie byłabym sobą przecież, gdybym nie pognała do jakiegoś sklepu po pocieszki ;) Siedzę sobie rano, rozpruwam starą firankę, co by ją przerobić, a tu reklama w tv, piękne, ceramiczne miseczki w pastelowych kolorach w Biedronce i co? i po 4 zł, a takich właśnie nam brakowało. Ha, we środę już tam pognałam, ale pani mi oznajmiła, że to od czwartku. No cóż, wariatka, mąż zabierał auto, to wstałam o 6 rano i pojechałam przed Jego pracą hehe. I co i są i cieszą nie tylko mnie, domownikom też bardzo przypadły do gustu :)



Mąż dzisiaj pojechał po drodze do pracy, bo Izunia przemyślała i niebieskie też jednak by chciała o ;)

You Might Also Like

16 komentarze

  1. Widzę, że już lepiej ;)
    Lubię takie lampy, sama muszę sobie kiedyś podobną sprawić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest już dobrze :) Uff ... ja też uwielbiam, ale np. niektóre są dla mnie zbyt przesadzone. Chciałam Marię Teresę, ale czarna mi nie pasowała, a biała była ze złotymi częściami w środku i też nie chciałam, no i najważniejsze nie było aż takiej szerokiej. Pozdrówka!

      Usuń
  2. Ciesze sie że już lepiej...po każdej burzy wychodzi słońce, tylko czasem troszkę dłużej trzeba na nie poczekać...niestety...
    Lampa jest wspaniała, a miseczkami jestem zauroczona;))
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadza się, czas to najlepsze lekarstwo. Cieszę się, że lampa się podoba. Miseczki wiadomo, coś fajnego za rozsądną cenę, jest tyle pięknych, ale jedna kosztuje np. 15zł a nie 4 ... Buźki!

      Usuń
  3. lampa świetna, to fakt! humorek lepszy to dobrze:) a ja wciąż się waham czy zobowiązać się na ten rok i podjąć rzuconą przez Ciebie rekawicę odnośnie mojego fotela, hihi. Póki co dyplomatycznie milczę... bo znam siebie jak zły szeląg i wiem, że moga być nici z postanowienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha! To sobie milcz ile chcesz ;) Ja się przejęłam, że mnie po prostu olałaś ... Bardzo mi miło, że i Tobie lampa się podoba :) Buziaki!!!

      Usuń
  4. Lampa piękna ale żeby o 6 rano? aleś miała parcie na te miseczki- sliczne zresztą.
    serdeczne
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa no cała ja, jak się uprę to nie ma bata ;)! Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  5. hejo :))

    lampa wyszła super :)
    a te miseczki ekstra jakbym takie spotkała na pewno bym nie pogardziła :P

    p.s. a my chore bez prądu i ogrzewania :/ MASAKRA!

    cmokam mocno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Dobra Kobieto ;)
      O rany :( trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia! Dopiero czytałam o spacerze, a tu znowu choroba, wiosna, wiosna czekamy na Ciebie! Buziaki Martuniu!!!

      Usuń
  6. Dobrze, że już nastrój masz lepszy - a i widzę, że do Twojej kuchni zawitały wiosenne kolory =) Lampa świetnie się wkomponowała. Pozdrawiam Marta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tak, zachciało mi się już wiosennych kolorków, ale to za sprawą tych wszystkich pięknych aranżacji u innych koleżanek ;) Przesyłam ciepłe pozdrowionka!

      Usuń
  7. kurcze a ja przegapiłam te miseczki:(( są rewelacyjne! lampa też świetna!:) super że sobie tak posiedziałaś w domu:)) ja też tak lubię:)) całuję mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź, bo u nas nie było szału na nie, ja pojechałam rano tylko dlatego, że po prostu potem nie miałam auta :) Generalnie to one są takie zwykłe, kolorki mają przyjemne. Podobają mi się takie słodkie "firmowe", widziałam np. w Minty House, ale ceny są dużo wyższe ... Cieszę się, że lampa się spodobała. No ja taka domatorka jestem :) Buziaki!!!

      Usuń
  8. świetna ta lampa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i pozdrawiam ciepło!!!

      Usuń

DZIĘKUJĘ :)

OBSERWATORZY BLOGA

LICZNIK